something to remember

Madonna na poważnie. Wszystko, co epickie, ikoniczne i co musisz zapamiętać.

Amerykański sen

2003. To wtedy po raz pierwszy Madonna wycofała swój klip... nie przez nagość, nie przez seks, nawet nie przez religię. Przez politykę. Nagła patriotyczna refleksja czy po prostu zimna marketingowa kalkulacja?

Po uduchowionym "Ray of Light" i mało inwazyjnym, raczej imprezowym "Music", jasne było, że Madonna wyciągnie większe armaty. Nikt nie spodziewał się jednak, że zrobi to dosłownie.

Zanim pojawił się teledysk do American Life, do mediów przedostały się informacje na temat jego scenariusza. Wszędzie mówiono o amerykańskich żołnierzach na pokazie mody. Mało szokujące? Na pewno nie wtedy, gdy robi to Madonna! Czarę goryczy przelały pogłoski, jakoby artystka miała zamiar wyśmiać także urzędującego prezydenta i stanowczo opowiedzieć się przeciwko inwazji w Iraku. Nie ukazał się nawet jeden kadr z klipu, a media amerykańskie pożarły piosenkarkę w fali krytyki. Sprawa wyglądała poważnie. Tym razem nie chodziło o seks ani nawet o religię. Madonna postanowiła bowiem skonfrontować się politycznie z narodem, którego większość była wówczas za wojną w Iraku i który wciąż pamiętał tragedię z World Trade Center. Sytuacja stała się na tyle niekomfortowa, że piosenkarka zdecydowała się wygłosić oświadczenie:

Jestem szczęśliwa, że mogę być Amerykanką, z wielu powodów – jednym z nich jest prawo do wyrażania siebie, zwłaszcza w mojej pracy. Zdaję sobie sprawę, że w mediach pojawiło się wiele doniesień na temat mojego teledysku do American Life - większość z nich jest nieprawdziwa. Nie jestem przeciwko Bushowi, nie jestem za Irakiem, jestem za pokojem. Napisałam piosenkę i stworzyłam do niej teledysk, który wyraża moje uczucia odnośnie naszej kultury, wartości i iluzji, w jaką popadają młodzi ludzie - wyznawcy „amerykańskiego snu”, życia doskonałego. Jako artystka mam nadzieję, że sprowokuję dialog i refleksję. Nie oczekuję, że wszyscy będą się ze mną zgadzać.


Teledysk ukazał się 31 marca, 11 dni po rozpoczęciu wojny w Iraku. Na drugi dzień, 1 kwietnia 2003, Madonna nagle zmieniła zdanie odnośnie wolności słowa, wycofała teledysk i wygłosiła kolejne oświadczenie:

Zdecydowałam się nie wypuszczać mojego nowego teledysku. Został sfilmowany, zanim wybuchła wojna, i nie wydaje mi się odpowiedni na tę chwilę. Sytuacja na świecie jest niestabilna, a ja szanuję armię, którą wspieram i za którą się modlę. Nie chcę ryzykować obrazy nikogo, kto może źle zrozumieć ten teledysk.

2 tygodnie później widzom przedstawiono nudny klip alternatywny – Madonna w wojskowym mundurze na tle flag narodowych.

Do dzisiaj nie wiadomo, co takiego się wydarzyło, że piosenkarka nagle zmieniła zdanie. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że w takiej sytuacji odnajdzie się jak ryba w wodzie. Dla Madonny nie jest przecież żadną nowością, że jej teledysk zostaje odrzucony przez media i krytykę. Co więcej, w przeszłości potrafiła ubić na tym niezły interes. Jest jednak coś, co odróżnia American Life od Like a Prayer, Erotiki czy Justify My Love. Tym razem niemal na pewno Madonna nie miała za sobą amerykańskiej publiczności. Mieszkając od kilku lat w Wielkiej Brytanii chyba nie wyczuła nastrojów w swojej ojczyźnie. Miała jednak okazję zobaczyć, co stało się z pochodzącym z Teksasu zespołem Dixie Chicks, gdy ten w marcu 2003 na koncercie w Londynie wyraził swoją opinię: Nie chcemy tej wojny, tej przemocy, i wstydzimy się, że prezydent Stanów Zjednoczonych jest z Teksasu. Radosna reakcja brytyjskiej widowni brutalnie zderzyła się z amerykańskim bojkotem ich twórczości.

Wygląda na to, że tym razem Madonnie wolność słowa po prostu się nie opłacała. Piosenkarka wolała wycofać klip, niż stać się obiektem linczu i ryzykować całkowite załamanie kariery po dwóch świetnie przyjętych albumach.

W pewnym momencie pojawiła się nawet usprawiedliwiająca Madonnę teoria spiskowa. Plotkowano, że w sprawę wycofania kontrowersyjnego klipu mogą być zamieszane amerykańskie służby. Jakoby nie chciano, by ikona popkultury, jeden ze znaków firmowych Ameryki, idolka tysięcy młodych ludzi na całym świecie, tak ostro wypowiadała się o własnej ojczyźnie. Teorię szybko obaliła sama Madonna rok później, gdy znowu pokazywała swój klip na trasie Re-Invention Tour. Gdy nastroje kierowały się ku Demokratom, znowu zaczęło się opłacać mieć własne zdanie, a Slant Magazine uznał klip za jeden z najlepszych teledysków dekady: To nie jest tak, że przekaz teledysku ukazującego wojnę jako pewien rodzaj rozrywki popularnej czy uderzające obrazki pozostawiają pole do nadinterpretacji. Przewidywalny? Tak. Stosowny? Na pewno. Subtelny? Niekoniecznie.

Wycofanie klipu i tak nie uchroniło Madonny przed ogromną krytyką w Ameryce. Zamiast American Life i Hollywood niektóre stacje radiowe zagrały jej The Power of Good-Bye. Ameryka okazała się zbyt dumna na jakąkolwiek formę krytyki, a Madonna tym razem zbyt mało odważna. Niestety i szkoda, bo po latach okazało się, że znowu miała rację.

MS

NOWY PROFIL!

Polub nasz nowy polski profil na FB!

. komentarzy