something to remember

Madonna na poważnie. Wszystko, co epickie, ikoniczne i co musisz zapamiętać.

Madonna Monroe

Madonna w przeszłości wielokrotnie inspirowała się Marilyn Monroe. Przyglądamy się bliżej fascynacji legendą Hollywood.

Madonna to bezsprzecznie jedna z największych kobiecych legend XX i XXI wieku. W ciągu trzydziestu lat swojej kariery zbudowała multimedialną markę, której wpływ na popkulturę trudno przecenić i ciężko wyobrazić sobie, jak świat rozrywki wyglądałby, gdyby na początku lat 80. nie weszła do niego z impetem właśnie ona. Madonna przetarła drogi wielu obecnym gwiazdom i uznawana jest za pionierkę wśród żeńskich ikon, ale dobrze wiemy, że w czasach żartobliwie nazywanych Pre-Madonna, zmysły milionów rozpalała inna legendarna blondynka – Marilyn Monroe. I choć na pierwszy rzut wydawałoby się, że nic obu pań nie łączy, oprócz globalnej sławy i blond czupryny (w obu przypadkach zresztą nienaturalnej), to niech za symboliczny znak równości posłuży zabawna historia sprzed kilku lat – oto bowiem pewien mężczyzna z Las Vegas próbował sprzedać zdjęcie nagiej Marilyn Monroe, gdy okazało się, że widnieje na nim... Madonna.

Królowa Popu niejednokrotnie inspirowała się lub, jak wolą mówić złośliwi, imitowała Marilyn. Mimo że już wiele zostało powiedziane na ten temat, przyjrzyjmy się bliżej tej fascynacji, bo choć w erze social media łatwo formułować zarzuty i proste wnioski pt. „kopia/oryginał”, to akurat obecność Monroe w twórczości i wizerunku Madonny to temat wykraczający daleko poza ten uproszczony schemat.

Koniec roku 1984 to początek madonnamanii w Stanach Zjednoczonych – kilka hitowych singli i szeroko komentowany występ na Video Music Awards z Like A Virgin otworzył Madonnie upragnione drzwi do wielkiej kariery i sławy. Uwiodła publiczność nie tylko swoimi przebojami, ale również wyrazistym wizerunkiem, który wnosił powiew oryginalności i szybko znalazł miliony naśladowczyń z lubością przebierających się w koronki, legginsy i paski Boy Toy. Przy wydaniu singla Material Girl Madonna zdecydowała się na niesłychany zdawałoby się krok – zamiast jeszcze bardziej eksploatować obecny wizerunek, który tak mocno przemawiał do mas, postanowiła wcielić się w Marilyn Monroe i w teledysku odtworzyła słynną scenę z filmu Mężczyźni Wolą Blondynki. Uznała, że motyw ten idealnie wpisze się w żartobliwe przesłanie Material Girl. Krytycy nie do końca odczytali jej intencje, szczególnie, że Madonna głośno mówiła o swoich aktorskich ambicjach, więc jednogłośnie uznano, że piosenkarka stara się imitować Marilyn, aby zająć jej miejsce w Hollywood – nie wspominając o tym, że przydomek Material Girl, ku jej irytacji, towarzyszy Madonnie po dziś dzień.

Prasa szybko zaczęła doszukiwać się podobieństw i to daleko wykraczających poza sferę wizualną, która wówczas nie była jeszcze aż tak wyrazista. W wywiadzie dla The Face, którego Madonna udzieliła u schyłku 1984, dziennikarz próbuje dopasować wspólne punkty obu gwiazd – wymienia niezbyt szczęśliwe dzieciństwo, które rozbudziło niepohamowaną chęć akceptacji i zwrócenia uwagi, a środkiem mającym w tym pomóc miał być ich wrodzony seksapil i umiejętność balansowania na jego granicy z wulgarnością. Madonna, zapytana o cechy Monroe, które najbardziej lubi, jednym tchem wymieniła niewinność, seksualność, poczucie humoru i wrażliwość. Dziennikarz zauważył, że to samo można powiedzieć o niej samej, na co piosenkarka przytaknęła. Z relacji bliskich przyjaciół Madonny wynikało, że ona sama może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, jak bardzo żyje mitem Monroe i realizuje go na swoją rękę. Jeden z jej byłych chłopaków, w artykule występujący oczywiście anonimowo, posunął się nawet do stwierdzenia, że

Podobnie jak w przypadku Marilyn, seks to wizytówka Madonny. Doskonale wie, że jest symbolem seksu i świadomie to wykorzystuje, doprowadzając do tego, że czasem jest to dla niej jedyny sposób komunikacji i jedyna droga, aby czuła się komfortowo – będąc pożądaną.

Nie trzeba było długo czekać, aby znalazły się kolejne wspólne mianowniki w karierach obu pań. Pod koniec lata '85 wybucha kolejna kontrowersja – Playboy na fali niesłychanej popularności Madonny, publikuje jej nagie zdjęcia, do których pozowała kilka lat wcześniej, jako nieznana jeszcze nikomu modelka-amatorka. Na wieść o fotografiach Madonna odpowiada słynnym już So what? i wyjaśnia, że we wczesnych latach pobytu w Nowym Jorku zdarzało się jej pozować nago za pieniądze początkującym fotografom, co pozwoliło jej się utrzymać.

Brzmi znajomo? W marcu 1952 na rynku ukazuje się kalendarz ze zdjęciami nagiej Marilyn Monroe, zrobionymi trzy lata wcześniej. Po początkowej próbie stłumienia skandalu przez jej wytwórnię filmową, gwiazda przyznaje się do pozowania topless w celach zarobkowych, do czego była zmuszona jako początkująca aktorka. Zdjęcia trafiają potem do pierwszego wydania Playboya.

Madonna nie próbuje odcinać się od tych porównań, wręcz przeciwnie – 9 listopada 1985 występuje w skeczu Saturday Night Live, gdzie wciela się w rolę Marilyn i parodiuje jej domniemany romans z Kennedym, który miał być jedną z przyczyn tragicznej śmierci Monroe.

Kolejna transformacja wizerunkowa zbliża Madonnę do Marilyn jeszcze bardziej – krótkie tlenione loki, czerwone usta i czarna kreska na powiekach. I choć mogło to przywołać kilka innych aktorek złotego okresu Hollywood, którym tak bardzo fascynowała się piosenkarka, to jednak wszyscy widzieli w niej Marilyn. Niektórzy jej nową wersję, inni nieudolną kopię, ale jedno było dla wszystkich jasne – Madonna upodabnia się do legendy kina z pełną premedytacją. O miłości gwiazdy do Monroe i chęci wejścia w jej rolę krążyły legendy, rozbuchane do tego stopnia, że National Enquirer wystosował artykuł, w którym dobrze poinformowane źródła donosiły, iż Madonna wierzy, że jest reinkarnacją Marilyn Monroe. Pani Ciccone-Penn skomentowała te rewelacje krótko: najlepsze kłamstwo na mój temat.

Nie unikała jednak tego tematu w licznych wywiadach, w których zawsze podkreślała, że owszem Marilyn jest jedną z jej inspiracji, ale widzi siebie bardziej jako jej feministyczną wersję, zdecydowanie silniejszą. Wtórowali jej w tym nawet dawni współpracownicy Monroe, m.in. Arnold Newman, który był fotografem i bliskim znajomym gwiazdy. Cytowany w Vanity Fair powiedział, że Madonna ma niesamowitą kontrolę nad swoim życiem i losem, coś, czego Marilyn tak naprawdę nigdy nie miała. Z taką determinacją bliżej jej do Barbry Streisand. Kevin Dornan zaś zauważył, że choć piosenkarka często odwołuje się do swoich idoli to jest już tak wielką gwiazdą i osobowością, że potrafi to zrobić na swój sposób, bardzo metodycznie. I tak też było – w licznych sesjach zdjęciowych można było podziwiać ją w stylizacjach, które na myśl przywoływały Marilyn, ale wizerunek Madonny (mimo że ulegający ciągłym zmianom) był na tyle ugruntowany, że w całej tej maskaradzie jej osobowość ciągle dawała o sobie znać.

Nieustające porównania i historie o tym, że nad łóżkiem Madonny wisi ogromny portret Marilyn, w końcu sprowokowały gwiazdę do nieco bardziej radykalnych wypowiedzi w tej sprawie. W wywiadzie dla Rolling Stone z września 1987 powiedziała:

Początkowo te porównania bardzo mi schlebiały, ponieważ ona była niesamowicie seksowna, też miała blond włosy... Ale potem zaczęło mnie to irytować, bo nikt nie chce być stale porównywany do kogoś innego. Chcesz, żeby ludzie zauważyli, że masz też swój własny przekaz. Czuję sympatię do Marilyn, podziwiam jej siłę i to, przez co przechodziła, bo również mogę się do tego odnieść, ale nigdy nie pozwolę, aby dopadło mnie to w ten sam sposób co ją. Marilyn była ofiarą – ja nią nie jestem. I dlatego porównywanie nas nie powinno mieć miejsca.

Życie jednak pisało swój scenariusz. W 1988 Madonna wdała się w przelotny romans z Johnem F. Kennedym Juniorem. Mimo że formalnie wciąż była żoną Seana Penna, perspektywa odtworzenia słynnego romansu Marilyn z prezydentem Kennedym wydała się kusząca. Prasa była zachwycona, choć nigdy nie udało się zrobić im wspólnego zdjęcia, oboje też notorycznie zaprzeczali, że łączy ich coś poważniejszego. Jak można się domyślać, matka Kennedy'ego, Jackie, nie była zachwycona, że po raz kolejny do życia jej rodziny wchodzi blond seksbomba i była przeciwna tej relacji, co według plotek przesądziło o szybkim jej zakończeniu. Nieoczekiwanie na ten temat wypowiedział się niedawno brat Madonny, Christopher. W wywiadzie radiowym u Howarda Sterna wyznał, że jego siostra nie była zachwycona umiejętnościami młodego Kennedy'ego w łóżku. Jej zdaniem John, który w 1988 został uznany przez magazyn People za Najseksowniejszego Żyjącego Mężczyznę, w sypialni zachowywał się jak 10-latek. Mówiąc delikatnie – nieporadnie. Ponadto w swojej książce Life with My Sister Madonna Christopher wyraźnie zaprzecza, jakoby piosenkarka kiedykolwiek miała obsesję na punkcie Marilyn i próbowała modelować swoją karierę na wzór jej – co zresztą uznaje za jeden ze składników jej sukcesu. Dodaje, że w odróżnieniu od Elvisa i Monroe moja siostra nie ma tendencji autodestrukcyjnych, co pozwoliło jej nie umrzeć młodo i trwać na scenie już ponad 25 lat.

Po chwili oddechu w latach 88-90, Madonna i jej fascynacja Marilyn dała o sobie znać ze zdwojoną siłą przy okazji promocji dokumentu Truth or Dare w 1991, której wizualną część w całości oparto na odwołaniach do legendy kina. Steven Meisel, który był wówczas nadwornym fotografem Królowej Popu, chętnie portretował ją w podobnych pozach i stylizacjach. Zwieńczeniem mniej lub bardziej subtelnych nawiązań do Monroe była seria sesji zdjęciowych spod znaku Madonna as Marilyn, w których odtworzono słynne fotografie aktorki z mistrzowską wręcz precyzją.

Temat powrót Madonny do stylistyki Monroe został poruszony w wywiadzie artystki dla gejowskiego magazynu The Advocate, który został opublikowany w maju 1991. Zapytana czy kreacja Marilyn to tylko maska wrażliwości, którą nakłada, aby złagodzić nieco swój wizerunek, czy może rzeczywiście myśli o niej jako o swoim wzorze, odpowiedziała:

To nie jest tak, że traktuję ją jako wzór do naśladowania. W pewnym sensie odebrano jej cechy czysto ludzkie i ja też mogę się do tego odnieść. Wszyscy mieli obsesję na punkcie jej seksualności i to jest coś, co również dotknęło i mnie. Są pewne cechy jej wrażliwości, które mnie ciekawią i pociągają w niej, ale nie widzę siebie jako Marilyn Monroe. Bawię się jej wizerunkiem, odwracam go niemal do góry nogami. Używam tych samych obrazów, ale z innym przekazem.

Kilka tygodni wcześniej, 25 marca 1991 na 63. Rozdaniu Nagród Akademii, Madonna wystąpiła przed śmietanką Hollywood z utworem Sooner or Later z filmu Dick Tracy, który był nominowany do Oscara. Piosenkarka i jej występ to od początku do końca jeden wielki hołd dla Marilyn Monroe – zjawiskowa suknia była niemal wierną kopią kreacji, którą Monroe miała na sobie w trakcie premiery How to marry a millionaire? w 1953, a sam występ cytował wręcz fragmenty Specialization, które Monroe wykonywała w filmie Let's Make Love z 1960. Sooner or Later zdobyło statuetkę, a show, które dała Madonna, przeszło do historii.

Jednocześnie Madonna po raz kolejny daje do zrozumienia, że to tylko kreacja, zabawa ikonicznym wizerunkiem. W wywiadzie dla Rolling Stone z czerwca 1991, mówi jasno:

Identyfikuję się z nią do pewnego stopnia, ale wyznaczam temu granice. Nie patrzę na nią i nie mówię "och, mam takie samo życie jak ona." To nie wchodzi w grę.

Wydaje się, że był to już schyłek fascynacji Monroe, tak jakby Madonna wyczerpała do końca to źródło inspiracji. Jego echa możemy jeszcze podziwiać w książce Sex, gdzie obiektyw Meisela uchwycił piosenkarkę w podejrzanie podobnych kadrach, w których niegdyś pozowała Marilyn, ale materiał ten miał na tyle szokującą zawartość i pionierskie podejście do tematu prezentowania erotyki przez gwiazdę pop, że ciężko wskazywać tutaj jakieś konkretniejsze odwołania oprócz tych, które prezentujemy poniżej. Być może powodem było też to, że tym razem wrażliwość i dziewczęcy urok Monroe, po które tak chętnie do tej pory sięgała Madonna, nie znalazły miejsca w sadomasochistycznej stylistyce, której bliżej było do maskulinizacji kobiecej seksualności niż pielęgnowania tradycyjnego kanonu.

Po ośmiu latach Madonna znów parodiuje Marilyn w Saturday Night Live w 1993. Tym razem odtwarza z komediowym akcentem słynne Happy Birthday, które Monroe zaśpiewała prezydentowi Kennedy'emu w 1962, gdy cała Ameryka aż huczała od plotek o ich romansie.

Potem na wiele lat Marilyn zniknęła z artystycznego życia Madonny. W erze Bedtime Stories artystka chętniej nawiązywała do Bette Davis czy Jean Harlow, potem kompletnie skupiając się na personie Evy Perón, którą z sukcesem zagrała w Evicie, a jedną z przyczyn jej triumfu na wielkim ekranie z pewnością było to, że nie tylko ją grała, ale na te kilka miesięcy wręcz się w nią przeobraziła i to nie tylko wizualnie. Kolejna dekada to kolejne metamorfozy Madonny, w których próżno szukać obecności Marilyn, aż w końcu dość nieoczekiwanie dawne fascynacje odżywają w sesji dla magazynu ELLE wiosną 2008. Przed obiektywem Toma Munro piosenkarka znowu na chwilę przeobraża się w Marilyn, ale trudno powiedzieć, czy powrót do tej roli wyszedł z jej inicjatywy czy był sugestią fotografa. Faktem jest jednak, że na tablicy inspiracji tej sesji po latach nieobecności znów jest Monroe.

Rok później na rynku ukazuje się składanka największych hitów Madonny Celebration. Kolaż zdjęć wykonany przez popularnego Mr Brainwasha, który znalazł się na okładce płyty, to oczywiste odwzorowanie słynnych portretów Monroe autorstwa Andy'ego Warhola. Czy to przypadek, że przy premierze tak ważnego wydawnictwa, bo w końcu składanka przebojów to niejako testament twórczości dla każdego artysty, zdecydowano się znowu sięgnąć po sprawdzone Madonna as Marilyn? Z marketingowego punktu widzenia był to z pewnością strzał w dziesiątkę, bo choć Madonna nie potrzebuje już Monroe, aby wspierać swoją własną legendę, to jednak ten wizerunek piosenkarki jest jej najbardziej ikonicznym. Charakterystyczny styl, fryzura i makijaż kojarzą się już chyba równie mocno z Marilyn, co z Madonną właśnie.


Dość nieoczekiwanie osoba Madonny została przywołana na premierze filmu o Monroe, My Week with Marilyn w listopadzie 2011. Mówiąc o legendzie kina, Harvey Weinstein zauważył, że Królowa Popu to najbardziej niezwykła ze współczesnych gwiazd, porównując ją do wyemancypowanej wersji Marilyn Monroe. Miał okazję przekonać się o tym osobiście, bo współpracował z gwiazdą przy okazji jej filmu W.E. i jako jeden z niewielu uwierzył w jej reżyserski potencjał. Fani i media próbowali też doszukiwać się nawiązania do Monroe w teledysku do Give Me All Your Luvin', ale szczerze mówiąc ciężko ocenić, do kogo w tych konkretnych scenach odwołuje się Madonna – do Marilyn czy może do samej siebie. Biorąc pod uwagę jak zaskakująco chętnie ostatnio artystka sięga po oręż, z którego korzystała w przeszłości tj. zabawa symboliką religijną i mocno wyeksponowana seksualność, to można się skłaniać raczej ku tej drugiej opcji.

Podsumowując rozważania dotyczące Madonny i obecności Marilyn Monroe w jej karierze (ale też wielu innych gwiazd przewijających się w jej twórczości), na pewno ciężko zaprzeczyć temu zjawisku, bo wizualnie jest to nie do podważenia. Biorąc jednak pod uwagę tak bardzo nasilone w obecnych czasach dyskusje i poszukiwania oryginalności, warto zastanowić się bardziej nad hasłami inspiracja, kopia, zapożyczenie, hołd. Madonna bardzo umiejętnie szafuje popkulturowymi symbolami, przemycając je w swojej pracy i balansując na granicy zapożyczenia i kradzieży, o którą tak chętnie się ją posądza, a co bardziej obnaża nieznajomość tematu niż rzeczywiste nieczyste zagrania z jej strony. Kwintesencją jej sposobu na interpretację rzeczy już znanych jest to, że potrafi to pokazać z zupełnie innej strony, kompletnie przewartościować i dostosować do własnych potrzeb – zawsze dodając coś od siebie. Z jednej strony może to świadczyć o niskiej inwencji własnej, z drugiej zaś o czymś totalnie przeciwnym, bo na tak rozległe i różnorodne inspiracje mogą pozwolić sobie tylko osoby inteligentne, oczytane i zaznajomione z tematem, a wiedzy i intelektu Królowej Popu odmówić nie można, choć prawdą jest też to, że z tych artystycznych zasobów nie korzysta już tak chętnie jak kiedyś.

Czy doczekamy się jeszcze kiedyś Madonny Monroe? Śmiem twierdzić, że nie, ale też nie ukrywam, że miło byłoby znów zobaczyć Madonnę oddającą hołd idolom, którzy wywarli tak duży wpływ na jej twórczość, bo w pogoni za młodością i szczytami list przebojów zdaje się zapominać, że jej miejsce jest właśnie wśród nich – legend, a nie pośród jedno-sezonowych atrakcji ery iTunes'a, do których tak lgnie w ostatnich latach.

PG

NOWY PROFIL!

Polub nasz nowy polski profil na FB!

. komentarzy