Abel Korzeniowski

Niezwykła historia współpracy polskiego kompozytora z ikoną popu. Abel powiedział nam, który utwór na MDNA Tour Madonna lubi najbardziej!

Absolwent Akademii muzycznej w krakowie oraz studiów kompozytorskich pod kierunkiem Krzysztofa Pendereckiego. Dziś komponuje muzykę filmową w hollywood, za którą zdobył już dwie nominacje do złotych globów. ostatnio współpracował z królową popu!

Dzieli nas teraz 9 godzin, dzwonimy do Pana domu w Hollywood. W jaki pociąg trzeba wsiąść, aby tam dojechać?

Przede wszystkim trzeba kupić bilet w jedną stronę. To bardzo motywuje. Trzeba się postawić pod murem – mam na myśli taką sytuację, gdy po prostu wiadomo, że musi się udać i nie ma innego wyjścia. Doskonale pamiętam, gdy z żoną byliśmy już w samolocie i patrząc przez okno myśleliśmy, że już nie ma odwrotu. Jeśli nam się nie uda, to nawet nie mamy jak wrócić. To było ryzyko.

A leciał tam Pan, mając już zagwarantowane projekty, czy to był skok na głęboką wodę?

Miałem jedynie podpisany kontrakt z agencją, która mnie reprezentowała w Hollywood. Dopiero na miejscu miałem się jednak przekonać, czy cokolwiek się uda. Aby dostać tutaj projekt, trzeba tu być na miejscu. To nie byłoby możliwe na odległość. Poważni producenci nie chcą angażować debiutantów. Muzyka może się podobać, ale tak samo liczy się to, dla kogo już się tutaj pracowało.

Czyli amerykański sen nie spełnił się od razu?

Na amerykański sen trzeba bardzo, bardzo mocno pracować.

I długo Pan pracował na ten pierwszy projekt?

Moje pierwsze spotkanie bardzo źle mi poszło. Chodziło o film „Połowiczny rozpad Timofieja Bierezina” (oryg. „PU-239”) produkowany przez HBO. To było na drugi dzień po przylocie, miałem ogromny jetlag, a angielski na poziomie zawodowym okazał się wyzwaniem. Straciłem wtedy ten film i przez pół roku szukałem czegoś innego. Na szczęście dla mnie, producentom „PU-239” nie ułożyła się współpraca z wybranym przez nich kompozytorem i po 6 miesiącach wrócili do mnie.

To był ten moment, kiedy poczuł Pan, że zostaje w Hollywood?

Tak! Poczułem, że to jest moja szansa. A z drugiej strony pomyślałem, że jeśli ta współpraca się nie uda, to koniec. Współpraca z HBO była bardzo trudna. Zbyt wiele osób nadzorowało produkcję, często mając odmienne, wykluczające się wizje artystyczne. To był test wytrzymałości psychicznej i kolejne ogromne ryzyko, ponieważ jeżeli konieczna jest zdecydowana zmiana charakteru filmu, często najprostszym rozwiązaniem jest zmiana montażysty albo kompozytora. Udało mi się utrzymać do samego końca, ale wiele osób straciło pracę przy tym filmie.

Abel Korzeniowski był dwukrotnie nominowany do Złotych Globów.
Za muzykę do W.E. (po lewo) i Samotnego Mężczyzny (po prawo).

Ryzyko, które się opłaciło. Później pojawiło się kilka innych projektów, aż w końcu Samotny mężczyzna Toma Forda i nominacja do Złotych Globów, a dalej W.E., film Madonny i kolejna nominacja. Jak to się stało, że stał się Pan kompozytorem u Madonny?

To była przedziwna historia. Ja i moja agencja staraliśmy się o ten film...

...ale dlatego, że uwiódł Pana scenariusz czy fakt, że reżyserowała go Madonna?

Historia i profil filmu pasowały do mojej muzyki. Dlatego próbowaliśmy nawiązać kontakt z Madonną, ale to się kompletnie nie udało. Po paru miesiącach okazało się, że to Madonna, zupełnie niezależnie, po usłyszeniu muzyki do „Samotnego mężczyzny” szuka kontaktu do mnie. To, co się stało, było oszałamiające.

Staram się to sobie wyobrazić! A jak wyglądało pierwsze spotkanie?

Przede wszystkim okazało się, że Madonna jest wielką miłośniczką kina i ma szeroką wiedzę na ten temat. To było zaskakujące. W trakcie rozmowy odnosiła się do wielu filmów spoza kultury popularnej: Bergmana, Wong Kar-Waia, Almodóvara. Okazała się być reżyserką z krwi i kości.

Pracował Pan z Madonną na odległość czy wspólnie w studio?

Na początku spotkaliśmy się parę razy w Los Angeles i Nowym Yorku, rozmawiając o tym, jak ta muzyka ma brzmieć i funkcjonować w filmie. Potem porozumiewaliśmy się głównie przez telefon i e-mail. Pod koniec pracy przyjechała do mnie do domu - to było ogromne przeżycie.

Do domu? Jak to jest „mieć” Madonnę w domu?

No właśnie! Nie tylko Madonnę ale i całą jej ekipę. To było niesamowite.

A co było najtrudniejsze w trakcie tej współpracy?

Zanim dojdzie do nagrania muzyki z orkiestrą, muszę zaprezentować, to co napisałem, w formie demo. Przeważnie używa się do tego syntezatorów i sampli orkiestrowych. Problem w tym, że jeżeli muzyka jest bardzo emocjonalna, tak jak w "W.E.", nie da się tych emocji przekazać w elektronicznym demo bez udziału żywych muzyków. Rozmawiałem z producentem Madonny, który wyjaśnił mi, jak ona pracuje. Gdy np. na trasie koncertowej ma wystąpić zespół cygański, na demo nagrywany jest… ten sam zespół cygański. Tak więc takie nagranie niewiele się różni od wersji ostatecznej. To uświadomiło mi, że aby mogła usłyszeć emocje w mojej muzyce, dema musiały być nagrane na żywo. Ponieważ nie było możliwe zatrudnienie “na próbę” całej orkiestry, więc zaprosiłem do swojego domu pięciu muzyków smyczkowych, i to nagranie potem połączyłem z instrumentami syntetycznymi. To wciąż nie brzmiało jak wersja ostateczna, ale przynajmniej słychać było emocje.

Madonna, Abel Korzeniowski i ekipa filmowa. Premiera W.E. na Festiwalu Filmowym w Toronto.

 I gdy Madonna była u Pana w domu, towarzyszyli Wam muzycy?

Do tego zmierzam... sesja u mnie w domu miała trwać jeden dzień, ale ponieważ pracowało się nam naprawdę dobrze, Madonna chciała przyjść również następnego dnia. W związku z tym, musiałem w nocy przekomponować temat skrzypcowy, i zanim pojawiła się u mnie ponownie, zdążyłem o świcie ściągnąć skrzypaczkę, aby nagrała nową wersję. Skrzypaczka została już z nami na cały dzień, aby grać na żywo każdą nową poprawkę. Takie komponowanie na żywo było jednocześnie szalone i niepowtarzalne. Nigdy wcześniej tak nie pracowałem. Ale pamiętam, że Madonna również była pod wielkim wrażeniem.

A dała Panu wolną rękę? Madonna słynie z tego, że stara się mocno współprodukować...

Madonna miała bardzo precyzyjną wizję tego, jak muzyka ma brzmieć w filmie. Dawała mi wiele wskazówek i uwag na temat, które ujęcie musi być szczególnie podkreślone. W sumie, proces ten wyglądał podobnie jak przy innych produkcjach filmowych.

...pytamy, bo w tym przypadku reżyserka jest też muzykiem z potężnym stażem...

Madonna nie przekraczała granicy pomiędzy reżyserem a kompozytorem i nie ingerowała bezpośrednio w nuty. Ważny był dla niej jedynie ostateczny wydźwięk sceny. Chciała uzyskać dokładnie to, co sobie wyobraziła i bardzo łatwo było od niej uzyskać jednoznaczną odpowiedź na wszystkie pytania dotyczące tej wizji.



A jest coś w tej ścieżce, z czego jest Pan szczególnie dumny? Albo coś, co było nietypowe?

Wielkim przeżyciem przy „W.E.” było to, że po raz pierwszy nagrywałem w Abbey Road w Londynie. W tym studiu powstawały płyty The Beatles, muzyka do “Gwiezdnych Wojen” Johna Williams’a. Madonna była tam razem z nami. Nie żałowała sobie pieprznych dowcipów. Raz poprosiła skrzypka, aby zagrał swoją partię tak, jakby był ubrany we francuską bieliznę. Klasyczni muzycy nie są do tego przyzwyczajeni, więc czasami się płoszyli. To był bardzo żywy i twórczy proces. Bardzo się wtedy polubiliśmy. Madonna przychodziła później codziennie, aby towarzyszyć nam przy miksowaniu.

Jakimi słowami opisałby Pan muzykę, która wtedy ostatecznie powstała?

To moja najdojrzalsza kompozycja do tej pory, z szerszą paletą emocji i brzmienia. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie to, jak szybko ta muzyka przeniosła się poza film...

Mówi Pan o Evgeni's Waltz na MDNA Tour? Jak się Pan o tym dowiedział?

Tak! Szczerze mówiąc, dowiedziałem się z internetu! (śmiech) Przeczytałem post na forum poświęconym Madonnie, że próbuje przerobić „Evgeni's Waltz”...

...i co Pan wtedy poczuł? Jaka była Pana pierwsza myśl?

Cieszyłem się, że wpadła na taki pomysł i jednocześnie nie mogłem uwierzyć, że połączy go z „Like a Virgin”! Jak klasyczna, liryczna kompozycja na fortepian, ma się do jednego z największych przebojów popu? Później moja agentka powiadomiła mnie, że dzwonił prawnik Madonny i że wszystko jest już gotowe. Przez telefon puszczono mi demo piosenki - nie było słychać wiele, ale pomimo tego, był to dla mnie szok. Madonna zmieniła melodię swojego hitu, dostosowując ją do mojej kompozycji, która stała się jedynym akompaniamentem dla głosu. Gdy obejrzałem fragment koncertu z Tel Avivu, byłem porażony – zarówno wykonaniem jak i reakcją publiczności.



Wie Pan, że w Berlinie i Warszawie Madonna płakała w trakcie tego utworu?

Tak, słyszałem!

Ale to wykonanie wzrusza nie tylko Madonnę - już zostało okrzyknięte jednym z najważniejszych w jej karierze.

Ogromnie się cieszę. Wg mnie Madonna całkowicie przedefiniowała znaczenie tej piosenki. To jest...

...wyznanie dojrzałej kobiety?

Tak. To bardzo dojrzała interpretacja opowiadająca o czystości w metaforycznym, idealistycznym sensie. To bardzo piękne i zapadające w pamięć. Z czysto hedonistycznej piosenki zrobiła coś, co ma ogromną siłę rażenia. Moment zaciskania gorsetu jest fantastyczny - cały tłum wstrzymuje oddech, to coś nieprawdopodobnego. Madonna powiedziała mi, że to jej ulubiony utwór na koncercie i tego się trzymam!

To wspaniale, nasz też! Uwielbiamy też Abdication z W.E.... ten utwór ma piękną narastającą dramaturgię i ciekawe zawieszenie pod koniec. Pamięta Pan pracę nad tym utworem?

“Abdication” to jeden z moich ulubionych utworów. Chciałem w nim zawrzeć wiele elementów, jednocześnie unikając patosu i naiwności. Ta sekwencja w filmie przypominała całe życie i historię związku Wallis i Edwarda. Tutaj bardzo trudne było uzyskanie delikatnego balansu, zawieszenia pomiędzy emocjonalnością a pewną statycznością wynikającą z upływu czasu. Madonna była bardzo wymagająca. Montaż filmu ciągle się zmieniał i w związku z tym trzeba było przekomponowywać też muzykę. Jedną z najtrudniejszych sekwencji była ta z bransoletką Cartier – muzykę do tego momentu pisałem kilkanaście razy. Ciągle ją zmieniałem i ulepszałem. Każdy z utworów ma za sobą wiele wersji, pamiętam pracę nad każdym z nich.

Pojawiły się też plotki, że aranżował Pan smyczki do Masterpiece...

Tak, aranżowałem smyczki do „Masterpiece” i dyrygowałem orkiestrą do „Falling Free”. Za te piosenki odpowiadał William Orbit i, szczerze mówiąc, nie do końca jestem w stanie powiedzieć, jaka część z tych nagrań trafiła do ostatecznych wersji.

A czy to prawda, że istnieje niewydana wersja symfoniczna Masterpiece? Gdy piosenka była nominowana do Złotego Globu, pojawiły się informacje, że w filmie brzmi zupełnie inaczej niż na płycie.

Tak, pracowaliśmy nad taką wersją, ale ostatecznie William Orbit zdecydował się na bardziej popowe brzmienie. Ta piosenka powstawała niezależnie od soundtracku.

Abel Korzeniowski, Andrea Riseborough, Madonna i Abbie Cornish na konferencji prasowej W.E.
podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto.

A gdyby to Panu Madonna zaproponowała napisanie piosenki na swoją płytę, np. jakiejś ballady? Czy kompozytor soundtracków odnalazłby się w produkcji popowej?

W każdej chwili!!!

A zna Pan w ogóle twórczość Madonny? Słuchał jej Pan kiedyś? Pytamy, bo zastanawiamy się, czy absolwent Akademii Muzycznej może znaleźć coś dla siebie w muzyce Królowej Popu?

Naturalnie, że słuchałem. Jej muzyka była wszechobecna, kiedy byłem nastolatkiem. I nie uważam, aby muzyka popularna była z zasady gorsza od klasycznej. To, czego nauczył mnie pop i sama Madonna, to pewien proces destylacji idei muzycznej, która musi dotrzeć do słuchacza natychmiast. Utwór nie może zaiskrzyć dopiero po 10 minutach. Musi nas wciągnąć od pierwszej nuty. Madonna prosiła mnie, abym nie komplikował muzyki, abym powtarzał dany temat bez zmian. Dla mnie jako muzyka klasycznego to były szokujące wskazówki, ale okazały się bardzo inspirujące. Takie podejście zmusza do pisania melodii, którym nie są potrzebne zmiany i alternatywne wersje. Na tym chyba polega kwintesencja muzyki popularnej.

A co powiedzieć melomanom i miłośnikom kultury wysokiej, którzy czasami ignorują popkulturę?

Zarówno w muzyce klasycznej jak i popularnej zdarzają się rzeczy fantastyczne, ale w większości... to niestety rzeczy marne. W popie marne są najczęściej utwory nastawione jedynie na sprzedaż, a w muzyce klasycznej te, których twórców nie interesuje reakcja publiczności. Dla mnie bardzo ważne jest, jak szeroki jest odzew publiczności, choć nie jest to jedyne kryterium. Największą wartością jest gdy muzyka rezonuje w ludziach, ma wpływ na ich życie.

A jest jeszcze jedna rzecz, która łączy Pana z Madonną – film Metropolis. Madonna zainspirowana tym obrazem Fritza Langa w 1989 nagrała teledysk do Express Yourself, a Pan stworzył muzykę do tego filmu w trakcie festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Jak Pan myśli, dlaczego ten film tak fascynuje ludzi? Przecież całkiem niedługo minie 100 lat od jego stworzenia.

Tak, a niedługo nawet powstanie nowa wersja. Ten film opowiada o totalitaryzmie, który okazał się wyjątkowo popularnym zjawiskiem społecznym. Wiele kultur tolerowało dyktatorów i militaryzm. Mimo przydługich jak na dzisiejsze standardy dialogów ten film jest epicki. Gdy pisałem muzykę do „Metropolis”, to było niedługo po 11 września 2001. Cały świat zaczął się zbroić do walki z terroryzmem i budować coraz wyższe mury. To było dla mnie główną inspiracją przy tym projekcie.

Gdzie możemy posłuchać tej muzyki?

Czasami jest grana na koncertach. W tej chwili nie ma konkretnych planów wydania jej na albumie. To bardzo kosztowne przedsięwzięcie, bo całość ma aż 147 minut.

Niedawno w Krakowie miał miejsce koncert Pana twórczości z fragmentami Metropolis właśnie, ale także W.E. i Samotnego mężczyzny. Dyrygował Pana brat, Andrzej Korzeniowski. Zobaczymy kiedyś Pana dyrygującego na swoim koncercie?

Tak, mam to w planach. Chciałbym poprowadzić taki koncert muzyki filmowej, ale bardziej w formie widowiska medialnego. Możliwe, że w Polsce, ale nie tylko. Być może będzie to cała trasa koncertowa.

Kaas Chante Piaf
Posłuchaj w Deezer lub kup w iTunes

A nad czym Pan obecnie pracuje?

W tej chwili skończyłem pracę nad piosenkami Edith Piaf z Patricią Kaas. Płyta ukazała się 5 listopada, w tym samym czasie rozpoczęła się też trasa koncertowa. Całość powstała, aby uczcić 50 rocznicę śmierci tej francuskiej artystki. To był wielki projekt, nad którym pracowałem pół roku, tworząc zupełnie nowe aranżacje i nagrywając je z dużą orkiestrą w Londynie. A w tej chwili poszukuję nowego projektu filmowego.

Za dwa filmy dostał już Pan nominacje do Złotych Globów. Mówi się, że to przedsionek nagród Akademii. Ma Pan teraz plan na Oskara?

Nie ma na to recepty.

W każdym razie w imieniu polskich fanów Madonny życzymy Oskara! Dziękujemy za poświęcony czas i szczerą rozmowę.

Ja również dziękuję i pozdrawiam wszystkich fanów MadonnaNewEra!

NOWY PROFIL!

Polub nasz nowy polski profil na FB!

. komentarzy