Laurie Mayer

Autorka Falling Free opowiada nam o tym, jak powstał ten utwór i jak zaczęła się jej wieloletnia już współpraca z Williamem Orbitem.

Laurie Mayer od wielu lat współpracuje z Williamem Orbitem. Ich utwór Falling Free trafił na ostatni album Madonny "MDNA", a w rozmowie z nami Laurie zdradza, czy była to jedyna piosenka napisana z myślą o Królowej Popu i opowiada za co najbardziej ceni brytyjskiego producenta.

Jesteś jednym z autorów utworu Falling Free - napisałaś melodię i słowa czy tylko to pierwsze?

Napisałam główną linię melodyczną. Joe Henry napisał wspaniały tekst, a William Orbit zajął się podkładem.

Powiedz nam coś więcej o samym procesie powstawania utworu. Miałaś w głowie tę melodię i potem nagrałaś ją używając pianina, swojego głosu?

William miał podkład z dobrym rytmem i kilkoma harmoniami. Pisałam już główne linie melodyczne do wielu utworów, nad którymi zaczynał pracę i chciałam zrobić też coś z tym, ale nie do końca mi to szło. Wtedy Joe Henry napisał świetny tekst, który miał bardzo jasne metrum. Przeczytanie tekstu sprawiło, że zaczęłam inaczej myśleć o melodii. Pisząc ją używałam keyboardu Korg z różnymi wtyczkami imitującymi dźwięki pianina i smyczków. Ale tak naprawdę to korzystałam z tego tylko z jako dodatkowego wsparcia, bo głównie wyśpiewałam ją na mikrofonie.

Pisałaś tę piosenkę z myślą o Madonnie i jej albumie MDNA czy początkowo komponowałaś ją dla siebie?

Napisałam go mając w głowie Madonnę jako wymarzonego wykonawcę dla tego utworu, ale wtedy nie wiedziałam jeszcze, że piosenka do niej trafi.

Czy w przeszłości proponowałaś już Madonnie jakieś inne swoje utwory?

Wydaje mi się, że byłam współautorem jednego lub dwóch utworów, które były zgłaszane Madonnie kilka lat temu. Często piszę z Williamem Orbitem, a on jest z nią w stałym kontakcie jeśli chodzi o nowe kompozycje. Powstał też drugi utwór napisany przez nas, który brała pod uwagę przy albumie MDNA. Był świetny, ale odstawał trochę od reszty piosenek na płycie.

Jaka sama wspomniałaś, bardzo często pracujesz z Williamem. Możesz nam powiedzieć więcej o tym, jak się poznaliście i kiedy zaczęliście współpracować?

Poznaliśmy się w 1980, gdy wystartowaliśmy z zespołem i firmą produkcyjną i od tamtego czasu ze sobą pracujemy.

Co najbardziej w nim cenisz?

Cenię w nim bardzo wiele rzeczy. Jest wybitnym producentem muzycznym i mistrzem produkcji wokalnej, a style jego aranżacji są unikalne. Praca z nim to sama przyjemność, a w studio nagraniowym jest świetnym, intuicyjnie komunikującym się partnerem.

Pamiętasz pierwszy utwór, który napisałaś?

Tak, pamiętam to. Byłam wtedy bardzo smutna! Mój kot zginął pod kołami samochodu i musiałam napisać zadedykowaną mu piosenkę.

Jeśli chodzi o Twoich muzycznych idoli to kto inspiruje Cię najbardziej?

Jednym z moich wczesnych idoli był Patrick Cowley - nieustraszony, wspaniałe electro/disco utwory. Jego twórczość wciąż pozostaje dla mnie źródłem inspiracji. Słuchałam też często znakomitych pionierów electro, takich jak Terry Riley i Klaus Schulz, chociaż bardziej odpowiadało mi to dziwaczne brzmienie Cowleya. Obecnie Piero Piccioni stał się moim stałym punktem odniesienia. Miłością życia zaś zawsze był Scott Walker... Te nieoczekiwane ścieżki akordów, zaskakujące melodie, bezkompromisowe teksty...

W takim razie czy artystka i autorka z Twoją wrażliwością, tak niespotykaną w muzyce komercyjnej, odnajduje coś dla siebie w świecie muzyki pop?

Tak, w świecie muzyki pop podoba mi się wielu artystów... Usher, Beyonce, Die Antwoord, Madonna, Britney, Rihanna. Słucham chyba więcej hip-hopu niż popu - Tyga, Janelle Monae, oczywiście Snoop Dogg, T.I., E40...

Przejdźmy teraz do Twojej twórczości - opowiedz nam coś więcej o albumie Black Lining, którego zremasterowana wersja pojawiła się na rynku w zeszłym roku.

Wraz z Rico Conningiem chcieliśmy zremasterować ten album już od jakiegoś czasu. Sam mastering był bardzo subtelny, ale miał znaczący wpływ na brzmienie i chcieliśmy je uczynić bardziej przestrzennym, tak jak się to robi teraz. Mam sporo nowych rzeczy, które organizuję do wydania, ale nie mogłem się za nie zabrać, dopóki nie skończyłam wprowadzania tych poprawek do Black Lining, o których myślałam już od dawna.

Courtesy of www.LaurieMayer.com

Uwielbiamy tytułowy numer! Wprowadza w taki stan rozmarzenia, spokoju... W twojej muzyce jest coś bardzo radosnego, ale ta radość nie jest wyrażona w oklepany sposób, nie jest oczywista. Czy taki właśnie cel przyświeca Ci, gdy tworzysz?

Bardzo się cieszę, że podoba Wam się ten utwór! W tym przypadku rzeczywiście taki był temat przewodni. Ten rodzaj eschatologicznej podstawy z akcentami nadziei przeważa na albumie, ale jest to coś, co po prostu następuje organicznie w trakcie procesu pracy nad utworem. Jeśli zaczyna się on bardzo mrocznie i niesie za sobą jakieś wyzwanie to kolejnym krokiem jest wprowadzenie balansu poprzez bogatą melodię i jasną, pozytywną częstotliwość dźwięków. I vice-versa. Najczęściej czuję potrzebę eksploracji pełnego spektrum emocji, żeby kompozycję uznać za kompletną.

Próbujesz też swoich sił w fotografii, a efekty możemy podziwiać na Twoim Twitterze. Chcesz to rozwijać i zdobywać coraz więcej umiejętności czy to tylko zabawa?

Jestem fotografem tak samo długo, jak muzykiem. Zajmowałam się tym profesjonalnie przez krótki okres czasu, a potem już mniej, kiedy zaczęłam pracować z urządzeniami cyfrowymi. Teraz właśnie do tego wracam, ponadto tworzę wideo, które obrazują muzykę - moją, ale również innych artystów.

Nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć Ci wspaniałego 2013 roku - pełnego sukcesów i rozwijania Twoich pasji!

Dziękuję i wzajemnie!

Album Black Lining można kupić na iTunes TUTAJ.

NOWY PROFIL!

Polub nasz nowy polski profil na FB!

. komentarzy