Donna De Lory

O duchowości i świetle, muzyce i mantrach oraz o wieloletniej współpracy z Madonną rozmawiamy z cudowną Donną De Lory.

Wieloletnia chórzystka i tancerka Madonny ale także pełnokrwista artystka na swoim, pełna dobrej energii i rozpościerająca piękną aurę... jest dzisiaj z nami... Panie i Panowie... Donna De Lory!

Donna, przede wszystkim dziękujemy, że zgodziłaś się na rozmowę z nami. Gdy się na nią umawialiśmy, w jednym ze swoich maili życzyłaś nam miłości i światła. Wiemy, że jesteś bardzo uduchowiona i oddana Kabale, ale dlaczego światło jest tak ważne? Co młodzi ludzie powinni rozumieć pod tym terminem?

Myślę, że powinniśmy myśleć o sobie jak o świetle, pozytywnej energii. Światło prawdy jest zawsze gdzieś w nas, rozświetla nasz mrok i prowadzi nas przez trudy. Światło podtrzymuje nas przy życiu, pozwala nam dorastać i leczy. Wszak wszyscy jesteśmy tu i żyjemy dzięki światłu słonecznemu, czyż nie?

Teraz chyba rozumiemy – możemy potraktować światło jako swego rodzaju wewnętrzną siłę ale również dosłownie? To dlatego ludzie ze słonecznych krajów są tacy szczęśliwi!

Jest taka mantra, którą otwieram moją nową płytę. Nazywa się “Gyatri Mantra”. To jedna z najważniejszych mantr indyjskich. Pojawiają się w niej słowa Tat Savitur, to znaczy “to, co jest tak jasne jak słońce”.

Myślisz zatem, że w ogóle potrzebne nam religie? Co jest Twoją religią - jest coś uniwersalnego?

Uwielbiam, jak ujął to Ziggy Marley, śpiewając “Miłość jest moją religią”. Myślę, że wszystkie religie pochodzą z miejsca pełnego prawdy i mają same dobre intencje. Wczesne nauki wszystkich religii są piękne, pomagają wybrać życiową ścieżkę wartości, miłości i życzliwości wobec rodziny i otoczenia. Dostarczają też sposobów na przemiany w trakcie naszego życia i pomagają zrozumieć głębiej ludzkie doświadczenia. Gdy porówna się religie, okazuje się, że wszystkie mówią właściwie to samo. Nauczyłam się tego z dorobku Josepha Campbella, pisarza i uczonego mitologii i religii porównawczych. Nauki duchowe są wskazówkami, jak żyć, uczą nas pokory i przypominają o wielkiej sile, z której pochodzimy i do której wrócimy. Wierzę, że to poczucie ducha istnieje w nas od początków ludzkości. Widać to w sztuce starożytnej i ceremoniałach wielu plemion i kultur.

A czy współczesny świat wciąż może być uduchowiony?

Myślę, że współczesny świat pragnie taki być, bo to nasza prawdziwa natura i od tego pochodzimy. Wszyscy chcemy doświadczać jedności, głębszego związku z życiem. A odciąga nas od tego ciągłe staranie o przeżycie we współczesnym świecie. Media i konsumpcjonizm odwracają uwagę od naszych boskich aspektów – wszystkie te firmy, które mówią nam kup, kup, kup, a poczujesz się lepiej. Dorastamy z myślą, że potrzebne nam to albo to, aby żyć pomyślnie i być pięknym. Pokonałam długą drogę, aby zrozumieć, czego naprawdę mi potrzeba, i aby być świadomą, kiedy coś mnie rozprasza. Wszyscy musimy dojrzeć do prawdy, że urodziliśmy się doskonali. Wszyscy jesteśmy Boscy!

Wiemy, co masz na myśli. Gdy ogląda się Truth or Dare a później I'm going to tell you a secret wyraźnie widać różnicę... mamy na myśli Ciebie i zwłaszcza Madonnę. To miła zmiana.

Tak, wszyscy się rozwinęliśmy i wciąż się rozwijamy. Byłam przeszczęśliwa będąc u boku Madonny i widząc, jak rozwija się jej świadomość, jak staje się bardziej wrażliwa i świadoma faktu, że ma moc, aby pomóc światu.

Ostatnie trasy koncertowe Madonny są niesamowite wizualnie, choć niektórym z nas brakuje jednego elementu – Ciebie i Niki – Wasza trójka była zawsze razem na tych wszystkich najlepszych koncertach. Brakuje Ci tego czasami?

Tak, byłyśmy niezłą ekipą. Gdy oglądam niektóre klipy, widzę jaka niezwykła chemia była między nami. Brakuje mi bycia częścią tak spektakularnych przedstawień, ale pracuję nad tworzeniem takich z moją własną muzyką. Praca nad własną twórczością jest o wiele bardziej satysfakcjonująca dla duszy. Nie zatrzymuję się w tak fajnych hotelach jak kiedyś, ale pracuję i nad tym.

Jaka była Twoja pierwsza myśl, gdy Madonna ogłosiła tournee Sticky & Sweet bez Ciebie na pokładzie?

Pamiętam jak Nicki Richards zadzwoniła do mnie w trakcie mini trasy Madonny w Nowym Jorku. Powiedziała mi, że mogę spodziewać się telefonu w związku ze Sticky & Sweet Tour. W tym czasie byłam już w ciąży z moim drugim dzieckiem Lucianą i wiedziałam, że nie będę mogła wziąć udziału w trasie. Poczułam, że to właściwy czas. Uwielbiałam te lata spędzone z Madonną. Byłam częścią 6 światowych tras i bardzo dorosłam. Dojrzałam do bycia niezależną artystką i musiałam się uwolnić, kierując całą energię we własną twórczość i wychowanie dzieci.

I już nigdy nie pojedziesz w trasę z Madonną?

Bardzo chciałabym ponownie współpracować z Madonną w celach charytatywnych, jak miało to miejsce na “Live Aid” albo “Live Earth”.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że Madonna była dla Ciebie jak starsza siostra. Czegoś się od niej nauczyłaś?

Tak, była jak starsza siostra, zawsze dawała mi rady, jak dbać o zdrowie i jak radzić sobie z chłopakami. Pamiętam, jak chodziłam w nocy do jej pokoju hotelowego w trakcie tournee i pożyczałam kremy na wypryski. Siedziałyśmy w szlafrokach, a ona mówiła mi, jak mam dbać o skórę podczas trasy. Pomogła mi też odnaleźć odwagę  do pokonania własnych lęków i dojrzeć jako kobieta, jako artystka. Pokazała mi, co sprawia, że jest się wielkim, i nauczyła koncentracji oraz dyscypliny zarówno w życiu jak i w pracy. Podarowała mi też piosenkę “Just a dream”, która pojawiła się na moim debiutanckim krążku. Wspierała mnie też, gdy zostałam samotną mamą. Z czasem sama założyła własną rodzinę i nie miała już tyle wolnego czasu. Zawsze szanowałyśmy tę strefę.

W “Just a Dream” Madonna śpiewa w chórkach. Jak to jest zamienić się rolami na chwilę?

Świetnie. Dała mi tę piosenkę, bo była dla niej zbyt rockowa. Powiedziała wtedy “To bardziej Twój styl, Donna”. Utwór miał inny styl niż reszta albumu “Like a Prayer”, na który powstała. To było zabawne móc zaśpiewać główny wokal z Madonną w tle. Jak zapewne wiecie, świetnie współbrzmimy.

A gdyby ktoś w magiczny sposób mógł dać Ci całą sławę Madonny i wszystkich jej fanów, zgodziłabyś się? Wiesz najlepiej, jak to wygląda z tej drugiej strony.

Każdy ma swoje przeznaczenie i drogę. Nawet nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić, bo w tej chwili najważniejsze są dla mnie moje dzieci i obcowanie z naturą. Naprawdę cieszyło mnie bycie częścią jej sławy, ale nie brakuje mi tego. Uwielbiam być doceniana za moją własną pracę, uwielbiam wiedzieć, że ludzi porusza moja muzyka i to, co im daję. Sprawianie, że świat staje się lepszy, jest tym, co mnie satysfakcjonuje. Największym wyzwaniem przy takiej sławie byliby dla mnie ochroniarze i fakt, że nie mogłabym spacerować normalnie ulicami.

Oprócz tego, że jesteś piosenkarką, równie świetnie tańczysz. Wszyscy pamiętamy Twoje genialne ruchy na koncertach. Jak to jest tańczyć z Madonną?

Kocham tańczyć!!! To zresztą połączyło mnie z Madonną na samym początku. Myślę, że dostałam pracę właśnie dlatego, że  dorównywałam jej na parkiecie.

Przypuszczamy, że bywało ciężko...

Czasami ciężkie były ciągłe ćwiczenia, wciąż i wciąż, ale lubię ciężko pracować i doprowadzać układy do perfekcji. Chyba najtrudniejsze było “Vogue” na ceremonii rozdania MTV. Bardzo się bałam, że upuszczę wachlarz po tym, jak wyrzucałyśmy go w powietrze... na szczęście nie upuściłam!!! Czasami bardzo się denerwowałam – a co jeśli zapomnę kroków???


 

Haha! Przy okazji, Vogue z MTV jest niesamowite! Już nie ma takich wykonań na tego typu ceremoniach. W ogóle lata 90. były świetne – nie było wielkich ekranów, więc scenografia, kostiumy i układy musiały wystarczyć!

Ciężko pracowaliśmy i byliśmy niezwykle kreatywni w wymyślaniu oryginalnych pomysłów. Koncept na “Vogue” zrodził się w Cannes w trakcie imprezy na zakończenie trasy [Blond Ambition Tour – przyp. MNE]. Występy przypominały wtedy przedstawienia z Broadway'u. Było w tym coś staroświeckiego, a my potrafiliśmy to robić i odgrywać swoje role. Ale te wielkie ekrany... to szalone stać przed nimi. Rozgrzane i pełne elektromagnetycznej energii. Faktycznie przejęły rolę.

Zatem taniec był bardzo ważny w trakcie Twojego przesłuchania... to nam przypomniało, że właściwie niewiele o nim wiemy. Pamiętasz, w jakim momencie Twojego życia spotkałaś Madonnę po raz pierwszy?

To długa historia, ale spróbuję ją skrócić. Pracowałam wtedy z Patem Leonardem, po tym jak usłyszał moje demo do “Open Your Heart”, które nagrałam dla Madonny. Mój głos bardzo mu się spodobał i zatrudnił mnie do śpiewania wersji demo do wszystkich albumów, jakie produkował. Kiedy Madonna ogłosiła tournee, błagałam go, żeby mnie jakoś wkręcił. Uwielbiałam Madonnę, powiedziałam: “Ona mnie pokocha, wiesz, że jestem też tancerką!!!”. Madonna zatrudniła już jednak trzy chórzystki i szukała jedynie czarnoskórych piosenkarek, więc nie miałam szans. Ale później jedna z dziewczyn straciła pracę – chodziło o jej podejście, ale też sporo przytyła i nie mieściła się w stroje! Tego samego dnia poproszono mnie, abym przyszła na casting. Pamiętam, jak denerwowałam się, co mam na siebie włożyć. Wiedziałam, że muszę wyglądać zjawiskowo i muszę się wyróżniać, więc wybrałam styl hiszpański. Miałam wtedy czarne włosy. Założyłam więc jedwabną, białą koszulę w stylu pirata, obcisłe czarne spodnie i wysokie buty, do tego wielkie czerwone usta!!! Gdy tam weszłam, wydawało mi się, że są tam wszystkie piosenkarki z Los Angeles! Czekaliśmy, aż zjawi się Madonna. W końcu się pojawiła – mała, w marynarce, w krótkich włosach i okularach. To ona? - pomyślałam. Nie wyglądała jak w “Material Girl”...

...i co zaśpiewałaś?

Pogrupowali nas w trójki i śpiewałyśmy “La Isla Bonita”. Moje partnerki śpiewały głośno, płasko i fałszowały. Pomyślałam, że pogrzebią moje szanse. I wtedy Pat Leonard, który był dyrektorem muzycznym przesłuchania, powiedział, abym sama zaśpiewała z Madonną bridge piosenki... cwane, co? Madonna nie patrzyła mi w twarz, gdy śpiewałyśmy... “I want to be where the sun warms the sky”... i nagle się wydarła “Stop! Dlaczego ze mną nie śpiewasz?”. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. I wtedy Pat mi pomógł: “Madonna, ona z Tobą śpiewa, tylko Wasze głosy idealnie zlewają się w jeden.” Ze śmieszną miną odrzekła: “Ok, będziesz zatem śpiewała na wszystkich moich piosenkach?”. Pamiętam, jak zastanawiałam się, czy to znaczy, że mam już tę pracę? No nie do końca, wciąż musiałam sprawdzić się w tańcu i przychodziłam codziennie, aż w końcu Madonna zdecydowała, że chce mnie mieć na trasie. Potajemnie nagrali mnie też, gdy śpiewałam na próbach, aby mieć pewność, że nie fałszuję podczas tańca. Niezła historia, co?

Wow, niesamowite. To teraz plotki! Jakieś śmieszne momenty zza kulis z Madonną w roli głównej?

Zawsze bawiło mnie, jak Madonna znikała pod sceną i wrzeszczała, czasami klęła, próbując szybko się przebrać. Jej garderobiany, Tony, był już do tego baaardzo przyzwyczajony. Słyszałyśmy w słuchawkach wszystko, co mówiła... jej komentarze odnośnie koncertu, publiczności...

A to prawda, że przez te słuchawki nie słyszycie w ogóle publiczności?

To prawda. Z tego powodu zawsze je na wpół wyciągałam. Ale nie sądzę, aby Madonna mogła tak robić, bo naprawdę musiała siebie dobrze słyszeć. To coś, do czego trzeba przywyknąć. Na pierwszych trasach nie było ich w ogóle i kilka razy moje uszy naprawdę ucierpiały od zbyt głośno nastawionych klasycznych odsłuchów.

W “W łóżku z Madonną” jest śmieszny moment, gdy naśladujesz Belindę Carlisle, śpiewając “Heaven is a place on Earth”... Przysięgamy, że znamy wiele osób, włączając nas, które przy różnych okazjach odgrywały tę scenę. Wiesz, że jest epicka?

Gdy byłam mała, naśladowałam tak vibrato Stevie Nicks... wiecie... “Stand Back” i “You can go your own way”. Zawsze uważałam to za zabawne. Bardzo niemądre i dziecinne. Niki i ja zawsze się zgrywałyśmy i po tym, jak śpiewałam z Belindą, ciągłe słyszałam w głowie jej vibrato, więc je naśladowałam dla zabawy. Belindę to rozzłościło, a kto by pomyślał, że cały świat zobaczy mój mały żart? Myślę, że naśladownictwo jest formą schlebiania.

O! To samo Madonna powiedziała ostatnio o Lady Gadze. Jak myślisz, czy Lady Gaga jest nową Madonną, jak twierdzą niektórzy?

Uwielbiam Lady Gagę. Ma wiele podobnych zalet do Madonny, ale z zupełnie innego pokolenia. Ma własny rodzaj ekspresji i piękna. Niecierpliwie wyczekuję, jak rozwinie się też jej świadomość. Mogłaby mieć bardzo pozytywny wpływ na ludzi. Właściwie już ma. Podoba mi się, że Deepak Chopra jest jej dobrym przyjacielem i doradcą.

Porozmawiajmy teraz o Twojej muzyce. Podoba nam się Twój album “The Lover and the Beloved”. Zwłaszcza utwór “Om Nama Shivaya”... moglibyśmy go sobie zapętlić. W środku piosenki śpiewasz “om shanti, shanti, shanti” i oczywiście nasze Madonnowe umysły skojarzyły to od razu z “Shanti/Ashtangi” z płyty “Ray of Light”. Te piosenki mają coś wspólnego?

Mantra odwołuje się do nas, identyfikując się z naszą boskością, wiedząc, że jesteśmy świadomi i szczęśliwi. Shanti oznacza “pokój”. Uwielbiam śpiewać to słowo. Pamiętam je z piosenki Madonny, ale słyszałam je też na lekcjach jogi wieki temu. Śpiewam “shanti” również na mojej nowej piosence “Be The Change”.

Śpiewasz w Sanskrycie... czy trudno się go nauczyć? Możesz powiedzieć, jaką rolę odgrywa w Twojej muzyce i życiu?

Po raz pierwszy usłyszałam Sanskryt, jeden z największych duchowych języków, na lekcjach jogi. Ciągle pytałam nauczyciela, co oznacza słowa “stira” (opanowany, pewny). Studiowałam też mitologię i natknęłam się w niej na wiele słów z Sanskrytu. Pomyślałam, że to dobry pomysł wpleść je w moje utwory. Gdy zaczęłam pisać muzykę z użyciem takich instrumentów jak tabla, perkusje z Bliskiego Wschodu, wiolonczela czy flet, wykorzystanie mantry wydawało się naturalne. Moi przyjaciele z indyjskich pustelni, którzy śpiewali mantry, pomogli mi z wymową. Sporo nauczyłam się też poprzez słuchanie płyt z mantrami jak Krishna Das i Jai Uttal.

A jakie masz plany na przyszłość? Nagrywasz coś nowego?

Pracuję nad nową płytą z Mac Quayle. Nagrywam nową wersję “Praying for Love”, inspirowaną dźwiękami tańca brzucha i perkusją świata. Ta płyta będzie miksem moich własnych piosenek i mantr. Jest w niej silny, natchniony przekaz, który łączy słuchacza z boskim duchem, nieskończonym i wiecznym. To miejsce, z którego wszyscy pochodzimy i w które wszyscy wrócimy. Uwielbiam tworzyć piękną muzykę, która pomaga ludziom uwolnić się od myśli i zajrzeć w głąb serca.

Kiedy możemy się jej spodziewać?

Wiosną. Być może kilka utworów ujrzy światło dzienne pod koniec roku. Dacie wszystkim znać, prawda? Może porozmawiamy znowu, gdy już je usłyszycie!?

Ok, to mamy umowę. Daj nam znać, jak wyjdzie Twój nowy album i umówimy się na kolejną rozmowę. Powinnaś do nas przyjechać, polscy fani czekają!

W przyszłym roku powinnam być w trasie koncertowej promującej mój nowy krążek. Mam nadzieję, że przyjadę, aby poznać Was i wszystkich tych cudownych ludzi. Jestem bardzo wdzięczna za wsparcie.

W trakcie Confessions Tour w Amsterdamie członkowie naszej społeczności spotkali Cię i podpisałaś im płyty! Co chciałabyś na koniec powiedzieć swoim fanom w Polsce?

Chciałabym przyjechać, aby śpiewać z Wami i tańczyć. Tak, zróbmy to, świętujmy życie razem!

 

Poniżej komentarze, jakie Donna zostawiła na naszym Facebooku!

NOWY PROFIL!

Polub nasz nowy polski profil na FB!

. komentarzy